DOBROSTAN – dźwiękoterapia kamertonami

Czy dźwięk może pomóc nam się wyciszyć?

Dźwięk jest obecny w naszym życiu niemal nieustannie.

Budzi nas rano. Towarzyszy nam w pracy, w samochodzie, w domu. Słyszymy rozmowy, muzykę, odgłosy miasta, natury, urządzeń, telefonów.

Rzadko jednak mamy okazję naprawdę słuchać jednego dźwięku.

Bez pośpiechu.

Bez innych bodźców.

Bez konieczności reagowania.

A przecież dźwięk może wpływać na nasze emocje, uwagę i poziom pobudzenia. Muzyka może nas pobudzać albo uspokajać. Dźwięki natury mogą sprzyjać odprężeniu. Spokojny głos może dawać poczucie bezpieczeństwa.

Coraz więcej badań zajmuje się więc pytaniem, czy odpowiednio zastosowany dźwięk może wspierać człowieka w redukcji napięcia i osiąganiu stanu relaksu.

Właśnie na tym styku doświadczenia, tradycyjnych praktyk pracy z dźwiękiem i współczesnych badań znajduje się moje zainteresowanie dźwiękoterapią kamertonową.

Tej jesieni i zimy w ramach mojej pracy dyplomowej prowadziła będę badania nad wpływem dźwiękoterapii przy użyciu kamertonów na dobrostan psychofizyczny.

Dobrostan – czym właściwie jest?

Dobrostan to znacznie więcej niż brak choroby.

To również nasze codzienne doświadczenie siebie – poczucie spokoju, bezpieczeństwa, energii, wewnętrznej równowagi i zdolności do odpoczynku.

Możemy być fizycznie zdrowi, a jednocześnie funkcjonować w ciągłym napięciu.

Możemy nie mieć żadnych wyraźnych dolegliwości, a jednocześnie czuć zmęczenie, przeciążenie informacyjne, trudności z koncentracją czy problemy z wyciszeniem się.

Dlatego w kontekście dźwiękoterapii interesuje mnie odpowiedź na pytanie:

Czy i jaka dźwiękoterapia wpływa na dobrostan człowieka? Oraz, czy subiektywnemu odczuciu towarzyszy również jakaś mierzalna zmiana fizjologiczna?

Dźwięk jako bodziec

Każdy dźwięk jest zjawiskiem fizycznym.

Jest falą mechaniczną rozchodzącą się w ośrodku, a jego podstawowe właściwości można opisywać między innymi poprzez częstotliwość, amplitudę i czas trwania.

Człowiek odbiera dźwięk poprzez układ słuchowy, ale doświadczenie dźwięku nie kończy się na samym słyszeniu.

Dźwięk może wpływać na uwagę, emocje i poziom pobudzenia.

Współczesne badania nad interwencjami muzycznymi wskazują, że mogą one wpływać zarówno na subiektywnie odczuwany stres, jak i na niektóre parametry fizjologiczne. Metaanaliza obejmująca 104 randomizowane badania i ponad 9600 uczestników wykazała istotne efekty interwencji muzycznych zarówno dla psychologicznych, jak i fizjologicznych wskaźników stresu. Wśród analizowanych parametrów stosunkowo wyraźny efekt obserwowano również dla częstości akcji serca.

Nowsze przeglądy obejmujące różne interwencje dźwiękowe również wskazują na potencjalne działanie relaksacyjne, ale podkreślają, że znaczenie mają między innymi rodzaj dźwięku, indywidualne preferencje, sposób prowadzenia sesji i kontekst.

To ważne.

Nie istnieje bowiem jeden uniwersalny „dźwięk relaksacyjny”, który musi działać tak samo na każdego człowieka.

Dlaczego właśnie kamerton?

Kamerton jest niezwykle prostym instrumentem.

Po pobudzeniu zaczyna drgać z określoną częstotliwością i wytwarza stosunkowo czysty, stabilny ton.

Właśnie ta prostota jest interesująca.

W przypadku muzyki mamy ogromną liczbę elementów: melodię, rytm, harmonię, instrumentację, dynamikę, słowa i osobiste skojarzenia.

Kamerton pozwala natomiast skoncentrować uwagę na znacznie prostszym bodźcu.

Jedno źródło dźwięku.

Określona częstotliwość.

Określony czas ekspozycji.

To daje możliwość tworzenia stosunkowo powtarzalnych procedur.

I dlatego kamertony mogą być interesujące nie tylko jako narzędzie praktyki dźwiękowej, ale również jako przedmiot badań.

Dwa etapy pracy z dźwiękiem

W planowanej przeze mnie procedurze wykorzystuję dwa rodzaje kamertonów.

Pierwszym etapem są kamertony w skali pitagorejskiej.

Drugim – kamertony biorezonansu.

Nie traktuję jednak tych dwóch etapów jako tego samego zjawiska.

Każdy z nich pełni w procedurze inną funkcję.

Kamertony pitagorejskie – pierwszy etap

Skala pitagorejska jest historycznym systemem strojenia opartym na określonych relacjach matematycznych między częstotliwościami dźwięków.

W praktykach dźwiękoterapeutycznych kamertony oparte na tym systemie wykorzystywane są w określonych sekwencjach pracy.

W mojej procedurze ten etap będzie poprzedzał wykorzystanie kamertonów biorezonansu.

Jego podstawowym celem będzie wyciszenie, skupienie uwagi i przygotowanie uczestnika do dalszej części sesji.

W ramach stosowanego w dźwiękoterapii modelu etap ten może być również opisywany jako praca nad „równowagą pola energetycznego”.

Warto jednak jasno zaznaczyć, że jest to pojęcie należące do określonego modelu terapeutycznego, a nie standardowy parametr fizjologiczny, który można zmierzyć zwykłym pulsoksymetrem.

Dlatego w badaniu nie zakładam z góry, że taka równowaga rzeczywiście nastąpiła.

Interesuje mnie przede wszystkim: czy po zastosowaniu tej procedury zmienia się stan uczestnika?

Kamertony biorezonansu – drugi etap

Drugi etap wykorzystuje specjalny zestaw kamertonów określanych jako kamertony biorezonansu.

W przypadku opisywanego zestawu mamy dwa kamertony o częstotliwości bazowej 256 Hz, z możliwością przestrajania jednego z nich.

Tutaj pojawia się interesujące zjawisko akustyczne.

Kiedy dwa podobne tony brzmią jednocześnie, ich fale mogą okresowo wzmacniać się i wygaszać.

Powstaje wtedy charakterystyczne „dudnienie”.

Jeżeli jeden kamerton ma 256 Hz, a drugi np. 264 Hz, różnica wynosi:

264 – 256 = 8 Hz.

Nie oznacza to, że w pomieszczeniu pojawia się pojedynczy ton o częstotliwości 8 Hz.

8 Hz jest częstotliwością okresowej zmiany amplitudy wynikającej z jednoczesnego występowania dwóch bliskich częstotliwości.

I właśnie ten efekt jest jednym z interesujących elementów pracy z kamertonami biorezonansu.

Kamerton biorezonansu to nie binaural beats

Warto tutaj wyjaśnić pewne nieporozumienie.

Kamerton biorezonansu nie jest tym samym co binaural beats.

W binaural beats do każdego ucha podawane są dwa nieco różniące się tony – np. 200 Hz do jednego ucha i 210 Hz do drugiego.

W przypadku dwóch kamertonów brzmiących w przestrzeni oba dźwięki docierają do obu uszu i fizycznie nakładają się w środowisku akustycznym.

To oznacza, że mamy tutaj inne zjawisko niż klasyczne dudnienia binauralne.

Możemy natomiast mówić o dudnieniu wynikającym z nakładania się dwóch bliskich częstotliwości.

To rozróżnienie jest istotne, szczególnie kiedy próbujemy opisywać metodę w sposób naukowy.

A co z częstotliwościami Alfa, Theta i Delta?

W materiałach dotyczących kamertonów biorezonansu często spotykamy odniesienia do fal mózgowych:

Delta – około 1–4 Hz

Theta – około 4–8 Hz

Alfa – około 8–12 Hz

Beta – około 13–30 Hz

Zakresy te opisują pasma aktywności elektrycznej mózgu rejestrowanej za pomocą EEG.

W tradycji tej metody przyjmuje się, że odpowiednie różnice częstotliwości pomiędzy dwoma kamertonami mogą być wykorzystywane jako element prowadzący do coraz głębszego relaksu.

Jest jednak bardzo ważne rozróżnienie:

częstotliwość dudnienia nie jest automatycznie częstotliwością aktywności mózgu.

Jeżeli uzyskamy dudnienie 8 Hz, nie oznacza to automatycznie, że mózg „przechodzi na 8 Hz”.

To jest hipoteza dotycząca możliwej reakcji organizmu, a nie fakt, który można założyć przed badaniem.

Właśnie dlatego w moim podejściu nie chcę twierdzić, że określony kamerton „ustawia mózg” na określoną częstotliwość.

Chcę sprawdzić coś prostszego: czy określona procedura dźwiękowa prowadzi do mierzalnego wyciszenia człowieka.

Nie musimy mierzyć mózgu, żeby badać relaks

Do badania wpływu dźwięku na dobrostan nie jest konieczne wykonywanie EEG.

Można rozpocząć od znacznie prostszych pomiarów.

Jeżeli człowiek wchodzi w stan głębszego relaksu, możemy obserwować jego subiektywne odczucia, a także wybrane reakcje fizjologiczne.

W moim badaniu jednym z podstawowych narzędzi będzie pulsoksymetr.

To niewielkie urządzenie, które pozwala nieinwazyjnie monitorować przede wszystkim:

• częstość tętna (PR),

• saturację krwi tlenem (SpO₂),

• a w niektórych modelach również dodatkowy parametr związany z siłą sygnału/perfuzją.

Standardowy pulsoksymetr nie mierzy bezpośrednio stresu ani relaksacji. Nie jest również urządzeniem do pomiaru aktywności mózgu. Jego wartość w takim badaniu polega na tym, że pozwala rejestrować prosty parametr fizjologiczny – przede wszystkim tętno – przed i po sesją.

Dlaczego tętno?

Tętno jest interesującym parametrem w badaniach nad relaksem.

Kiedy jesteśmy pobudzeni, organizm może znajdować się w stanie większej aktywacji fizjologicznej.

Podczas odpoczynku i wyciszenia często obserwujemy zmniejszenie częstości pracy serca.

Nie oznacza to oczywiście, że:

niższe tętno = relaks.

Na tętno wpływa wiele czynników:

aktywność fizyczna,

temperatura,

emocje,

kofeina,

sen,

oddech,

pozycja ciała,

pora dnia,

leki,

a nawet samo oczekiwanie na badanie.

Dlatego pojedynczy pomiar niewiele mówi.

Znacznie ciekawsze jest obserwowanie zmiany w obrębie tej samej osoby.

Na przykład:

tętno przed sesją → tętno po sesji.

A następnie porównanie tej zmiany pomiędzy różnymi warunkami badania.

Zmiany te mogą stworzyć pewien wzorzec dla danej osoby przy przeprowadzeniu 5-10 sesji.

Co jeszcze może pokazać pulsoksymetr?

Podstawowym parametrem będzie tętno.

Drugim jest SpO₂, czyli szacowane nasycenie krwi tętniczej tlenem.

Warto jednak zachować tutaj szczególną ostrożność.

Nie oczekuję, że zwykła sesja relaksacyjna będzie powodowała istotne zmiany saturacji. U zdrowej osoby SpO₂ jest zwykle stosunkowo stabilnym parametrem.

Dlatego w tym badaniu traktowałbym SpO₂ przede wszystkim jako dodatkową obserwację, a nie główny wskaźnik skuteczności dźwiękoterapii.

Jeżeli konkretny pulsoksymetr posiada również dodatkowy wskaźnik siły sygnału lub perfuzji, można go zapisywać, ale trzeba wcześniej dokładnie określić model urządzenia i sposób interpretacji tego parametru.

Najważniejsze pozostaje więc:

tętno + subiektywna ocena stanu uczestnika.

Co człowiek czuje?

Nie wszystko, co ważne, można zobaczyć na wyświetlaczu urządzenia.

Dlatego równie ważna jak pomiar tętna może być prosta ocena własnego stanu przez uczestnika.

Przed sesją możemy zapytać:

Jak oceniasz swój poziom napięcia w skali 0–10?

Po sesji:

Jak oceniasz swój poziom napięcia teraz?

Możemy podobnie zapytać o:

• poziom relaksu,

• spokój,

• zmęczenie,

• samopoczucie,

• poczucie wewnętrznego wyciszenia.

Dzięki temu otrzymujemy dwa różne rodzaje informacji.

Pierwszy pochodzi z urządzenia.

Drugi pochodzi z doświadczenia człowieka.

I właśnie porównanie tych dwóch perspektyw może być bardzo ciekawe.

Co właściwie będzie badane?

Nie chcę odpowiadać na zbyt szerokie pytanie:

Czy kamertony działają?

To pytanie jest właściwie niemożliwe do jednoznacznego rozstrzygnięcia.

Znacznie ciekawsze jest pytanie:

Czy określona sesja dźwiękowa z wykorzystaniem kamertonów pitagorejskich i kamertonów biorezonansu wiąże się ze zmianą dobrostanu i parametrów fizjologicznych uczestnika?

A następnie:

Czy po sesji człowiek deklaruje większy relaks?

Czy zmniejsza się odczuwane napięcie?

Czy zmienia się jego tętno?

Czy zmienia się SpO₂?

Czy zmiany te są powtarzalne?

Cała sesja jest doświadczeniem

Warto również pamiętać, że człowiek nie doświadcza wyłącznie samego dźwięku.

Doświadcza całej sytuacji.

Przychodzi do spokojnego miejsca.

Siada lub kładzie się.

Przestaje korzystać z telefonu.

Przez określony czas nie musi wykonywać żadnych obowiązków.

Zamyka oczy.

Oddycha spokojniej.

Słucha.

Jego uwaga zostaje skierowana na dźwięk.

Dlatego potencjalny efekt sesji może wynikać zarówno z właściwości dźwięku, jak i z całego kontekstu relaksacyjnego.

Najnowszy przegląd badań nad interwencjami dźwiękowymi właśnie na to zwraca uwagę: efekty mogą zależeć między innymi od rodzaju dźwięku, indywidualnych cech słuchacza, sposobu podania bodźca i środowiska, w którym odbywa się interwencja.

To nie osłabia badania.

Wręcz przeciwnie.

Pokazuje, że trzeba dokładnie opisać całą procedurę.

Od dźwięku do wyciszenia

Możemy więc potraktować sesję jako pewną podróż.

Najpierw jest codzienny stan człowieka.

Myśli.

Napięcie.

Obowiązki.

Bodźce.

Informacje.

Potem następuje zatrzymanie.

Pojawia się cisza.

Następnie dźwięk.

Kamertony pitagorejskie.

Stopniowe skupienie uwagi.

A później kamertony biorezonansu.

Dwa zbliżone tony.

Ich współbrzmienie.

Dudnienie.

Powtarzalny bodziec.

I wreszcie – relaks.

Nie zakładam jednak z góry, że właśnie taki efekt wystąpi u każdego.

To jest coś, co chcę obserwować.

Nauka zaczyna się od pytania

Wokół kamertonów i częstotliwości istnieje wiele teorii.

Niektóre dotyczą zjawisk czysto fizycznych i akustycznych.

Inne wywodzą się z tradycji dźwiękoterapii.

Jeszcze inne próbują łączyć określone częstotliwości z funkcjonowaniem organizmu lub mózgu.

Warto jednak rozdzielać te poziomy.

To, że kamerton rzeczywiście drga z określoną częstotliwością, jest faktem fizycznym.

To, że dwa bliskie tony mogą tworzyć słyszalne dudnienie, również jest faktem fizycznym.

Natomiast to, jak człowiek na taki bodziec reaguje, jest już pytaniem empirycznym.

I właśnie to pytanie jest dla mnie najciekawsze.

Nie „magiczna częstotliwość”, lecz obserwowalna reakcja

Nie chcę zaczynać od stwierdzenia:

Ta częstotliwość powoduje określony efekt.

Chcę rozpocząć od pytania:

Co dzieje się z człowiekiem po zastosowaniu określonego bodźca dźwiękowego?

Czy jego tętno się zmienia?

Czy poziom deklarowanego napięcia się zmniejsza?

Czy wzrasta poczucie relaksu?

Czy zmiany są większe niż można byłoby oczekiwać po samym odpoczynku?

A może reakcja będzie bardzo indywidualna?

Każda z tych odpowiedzi może być interesująca.

Dźwięk i naturalna zdolność do odpoczynku

Być może właśnie tutaj znajduje się najbardziej interesujący aspekt całego zagadnienia.

Człowiek posiada naturalną zdolność do przechodzenia pomiędzy stanami aktywności i odpoczynku.

Problem współczesnego świata polega na tym, że często pozostajemy zbyt długo w stanie pobudzenia.

Praca.

Informacje.

Telefony.

Hałas.

Presja czasu.

Nieustanna dostępność.

Dlatego stworzenie warunków, w których człowiek może na chwilę odłożyć wszystkie te bodźce, może samo w sobie mieć znaczenie dla jego dobrostanu.

Dźwięk może być jednym z narzędzi pomagających stworzyć takie doświadczenie.

Badania nad interwencjami muzycznymi i dźwiękowymi wskazują na potencjał takich metod w redukcji stresu, choć wyniki różnią się w zależności od zastosowanego protokołu i badanej grupy.

Moje badanie

Procedura będzie rozpoczynała się od wyciszenia uczestnika.

Następnie zostanie przeprowadzona sesja z wykorzystaniem kamertonów w skali pitagorejskiej.

Kolejnym etapem będzie zastosowanie kamertonów biorezonansu, których zadaniem w przyjętym modelu pracy jest pogłębienie relaksu poprzez wykorzystanie dwóch współbrzmiących częstotliwości.

Przed sesją i po niej będą rejestrowane proste parametry fizjologiczne, przede wszystkim częstość tętna, a także dostępne parametry pulsoksymetru.

Równocześnie uczestnik będzie oceniał swoje subiektywne samopoczucie i poziom relaksu.

Nie będę więc próbował udowodnić, że: ta częstotliwość działa na mózg w określony sposób.

Będę próbował odpowiedzieć na prostsze i bardziej praktyczne pytanie:

Czy po określonej sesji dźwiękowej człowiek jest bardziej zrelaksowany niż przed jej rozpoczęciem?

A jeśli tak:

Czy tej zmianie towarzyszy również mierzalna zmiana jego parametrów fizjologicznych?

Być może najważniejszy jest moment zatrzymania

Być może ostatecznie okaże się, że siła dźwiękoterapii nie polega na jednej konkretnej magicznej częstotliwości.

Być może znaczenie ma współdziałanie wielu elementów:

dźwięku,

ciszy,

uwagi,

oddechu,

bezruchu,

bezpieczeństwa,

spokojnego otoczenia

i świadomego skierowania uwagi do wewnątrz.

A może okaże się, że określone właściwości dźwięku rzeczywiście mają znaczenie większe, niż dziś potrafimy wyjaśnić.

Tego właśnie nie chcę zakładać.

Chcę to sprawdzić.

Bo wartość badania nie polega na tym, że potwierdza ono nasze przekonania.

Wartość badania polega na tym, że pozwala nam sprawdzić, co rzeczywiście się wydarza.

Dźwięk jako zaproszenie do spokoju

Kamerton jest prostym narzędziem.

Kawałek metalu.

Drganie.

Dźwięk.

Czas.

A jednak doświadczenie człowieka może być znacznie bardziej złożone.

Może pojawić się spokój.

Może pojawić się głębokie odprężenie.

Może pojawić się poczucie kontaktu z własnym ciałem.

Może na chwilę ucichnąć natłok myśli.

A może nie wydarzy się nic szczególnego.

I również to jest ważne.

Bo każdy człowiek reaguje inaczej.

Dlatego zamiast obiecywać określony efekt, warto stworzyć warunki do doświadczenia i obserwacji.

Zatrzymać się.

Posłuchać.

Poczuć.

A potem sprawdzić, co rzeczywiście się zmieniło.

Być może właśnie w tym miejscu spotykają się dźwiękoterapia i nauka:

pomiędzy doświadczeniem człowieka a tym, co możemy rzeczywiście zmierzyć.

Zmiany rytmu tętna będą logicznym parametrem dla obserwacji relaksacji. SpO₂ będę zapisywać jako parametr dodatkowy/kontrolny, ale u zdrowej osoby może pozostać on praktycznie bez zmian.

Scroll to Top